Katechizm Białego Człowieka

Katechizm Białego Człowieka” w reż. Mirosława Neinerta
13 października 2014

Katechizm16fot JeremiAstaszowM

„ Drodzy Pielgrzymi!

Dołóżcie starań, by wziąć udział w tym wspaniałym spotkaniu organizowanym przez firmę Pielgrzymka z Klasą Piotr Gawron sp. zo.o. Za cenę biletu wstępu macie szansę na zbawienie, a ponadto wykupiony obiad w hotelu ” Pod Strzechą”, gdzie dostąpicie okazji zakupu po promocyjnych cenach innowacyjnych technologicznie garnków Perptera. Tegoroczna Pielgrzymka odbędzie się w intencji wolności naszej Ojczyzny – Polski, matki, która wiele wycierpiała i wciąż na nowo cierpi”.

Tak wita nas bohater monodramu zatytułowanego „Katechizm Białego Człowieka”. Potem jest już tylko coraz śmieszniej i… straszniej. Widzowie są owymi pielgrzymami, a znakomity aktor Hubert Bronicki przewodnikiem. Jak to zwykle bywa autokar się spóźnia i musimy wysłuchać jego życiowych mądrości, myślątek, od których włos się czasem jeży na głowie. Autor tekstu Jarosław Murawski nagromadził mnóstwo absurdalnych sytuacji, bywa chaotyczny.

Reżyser Mirosław Neinert i aktor Hubert Bronicki wciągają widownię do aktywnego uczestnictwa. Na pytanie: Kto był w ostatnią niedzielę w kościele?- podnosi ręce prawie połowa sali. Przyznanie opłaca się – dostajemy pyszne czekoladki. Czy jest religia na maturze?… Jest! Jest! Jest! – skacze z radości cicerone. Raz jego radość jest prawdziwa, to znowu odpychająco fałszywa. Pod czujnym reżyserskim okiem – „Katechizm Białego Człowieka” nie obraża niczyich uczuć. To pełne pasji skromne przedstawienie zadziwia często całkiem maleńkimi, ale jakże smakowitymi reżyserskimi pomysłami.

Dobra zabawa sprawia, że widzowie czują się świetnie, zarówno ci wierzący, jak i nie. Jednak tego krzyku, bo jest to rozdzierające wołanie młodych ludzi – autora i aktora – o zgodę, porozumienie i prawdę – nie wolno lekceważyć! Wędrówka po naszych fobiach, lękach i ksenofobiach, na którą zabiera nas Hubert Bronicki, to pielgrzymka – jak mówi reżyser – po Polsce, która jest obok nas, chociaż często jej nie dostrzegamy. Pielgrzymka to i straszna i bardzo zabawna. Załóżcie wygodne obuwie, zabierzcie pelerynę, prowiant i w drogę. Warto. Po powrocie do domu raz jeszcze sami wszystko przemyślmy i absolutnie nie włączajmy TV, nawet na dobry film, w każdej chwili bowiem możemy dostać po głowie, choćby od twórców obrażających nas reklam.

GALERIA KRZYSZTOFA STYSZYŃSKIEGO:

Brak możliwości komentowania