Tespis odkrywa tajemnice

Sięgając do różnych zabiegów dostępnych we współczesnym świecie udało nam się dotrzeć do Pana Tespisa, który jest w nazwie naszej Fundacji. Mimo zaszczytów jakich dostąpił, zostając patronem naszej Fundacji, podejrzewamy, że jest mniej znany niż cała plejada gwiazd występujących w Scenie na Piętrze. Wielu z nich otrzymało różnego rodzaju wyróżnienia jak Złoty Laur, a nawet jeden bardzo zasłużony dla Poznania i naszej Sceny zasłużył na pomnik. A Tespis jest lekko w cieniu, bo jak ktoś jest spostrzegawczy może go co najwyżej zobaczyć, jak spogląda na salę zza kulis.

Nie tylko udało nam się do Pana Tespisa dotrzeć, ale namówiliśmy go na krótki wywiad.

Zacznijmy może od tego, że Pan się przedstawi, skąd Pan pochodzi i gdzie się urodził?
– Mówią na mnie Tespis z Ikarii w Grecji i żyłem w VI w. p.n.e. Bliższe dane nie są znane, bo nie było jeszcze wtedy Urzędów Stanu Cywilnego, więc gdzieś się zawieruszyły.

Zajmował się Pan kulturą?
– Tak, dość szeroko rozumianą. Byłem bowiem poetą, aktorem, aktorem odpowiadaczem, dzisiaj nie ma takiej formy w teatrze. Zajmowałem się bowiem prowadzeniem dialogu z chórem. No, ale także tak bardzo pociągał mnie teatr, że byłem twórcą tragedii.

Mówi się o Panu, że dał Pan zaczątek dramatowi jako rodzajowi literackiemu.
– Kiedy pisałem, nie miałem takiej świadomości, ale starałem się by teatr był zrozumiały. Wprowadziłem pierwszego aktora rozwijającego dialog z chórem i przewodnikiem chóru.

Pana zmiany były dość rewolucyjne. Na czym one polegały?
– Dialog oparłem na różnicy zdań, tym samym wysuwając na pierwszy plan konflikt, co jest tak naprawdę motorem napędowym, na Zeusa skąd ja znam takie określenie, dramaturgii. W swoich spektaklach prezentowałem też inne mity niż dionizyjskie. Aktor musiał więc występować w różnych rolach, zmieniać kostiumy i używać masek. Zreformowałem też rolę chóru. Zacząłem rezygnować z satyrów, ograniczyłem ilość chórzystów do 50. I absolutną nowością było to, że przeprowadzałem z nimi próby.

A czy można, gdzieś przeczytać Pana dramaty?
– Niestety, nie zachowały się autentyczne fragmenty moich dzieł nad czym strasznie ubolewam, bo nie możecie ich przeczytać. Dzisiaj, dlatego docenia się tylko moją rolę jak „technicznego” reformata dramatu, a nikt nie mówi o moich dziełach, bo ich nie ma.

Horacy pisał o Panu: Tespis woził swoje sztuki na wozach. Czy to prawda?
– Tak było. Wystawiałem swoje dramaty na wozie, jeżdżąc po wsiach, stąd określenie „wóz Tespisa”. Przyjęło się, że oznacza teatr objazdowy.

W 534 p.n.e. Pizystrat włączył Pana występy do programu Wielkich Dionizjów.
– To było wielkie święto Teatru. |Obchodzone było w Atenach początkowo przez pięć, potem sześć dni pod koniec marca i na początku kwietnia. Wielkie Dionizje rozpoczynały się od pokazów przedpremierowych (proagon). Podczas proagon uczestnicy konkursów przedstawiali się publiczności poprzez demonstrowanie iogus-treści swoich sztuk. Następnie miała miejsce procesja – nocną porą efebowie uroczyście wnosili (eisagoge) posąg Dionizosa boga wina do teatru, by symbolicznie odtworzyć mityczne przybycie boga do Aten z Eleuterai. Pierwszy dzień poświęcony był składaniu Dionizosowi ofiary z kozła, czemu towarzyszył śpiew chłopięcego chóru. Posąg boga przenoszono ze świątyni do gaju Akademosa. W gaju odbywało się nabożeństwo i uczta. Po zachodzie słońca posąg przenoszono w blasku pochodni do Aten. Drugiego dnia miała miejsce prezentacja chórów chłopięcych i męskich. Kolejny dzień był przeznaczony na komedie polityczne. Czwartego, piątego i szóstego dnia trzech autorów prezentowało swoje tragedie. Każdy miał jeden dzień na prezentację.

A gdzie teraz można Pana spotkać?
– Wszędzie tam, gdzie króluje teatr, a więc w Scenie na Piętrze też… Do zobaczenia na Jubileuszu Fundacji. Może się spotkamy.

Rozmawiał: Juliusz Podolski

Brak możliwości komentowania